Kto kaleczy język polski

Zamiast używać polskich odpowiedników angielskich wyrażeń coraz bardziej upowszechnia się zwyczaj bezmyślnego używania w spolszczonej formie  tych ostatnich. Na gruncie języka polskiego znaczą one coś zupełnie innego. Prekursorami byli tu komentatorzy sportowi z konferencją zachodnią, pierwszą dywizją które można zastąpić z powodzeniem strefą, grupą. Ale do szczytów językowego kalectwa wznoszą się analitycy giełdowi z ich: dana, figura – zamiast dane, sentyment zamiast nastrój, czy słowami, których się nie silą nawet tłumaczyć na język polski: target, benchmark. lop.

Na plusie temperatura czy gospodarka

Przepowiadacze pogody począwszy od TVN skończywszy na telewizjach lokalnych z wyjątkiem WTK Poznań z upodobaniem używają dla określenia temperatury wyrażeń: ” na plusie”, „na minusie”.  Zdradzają tym samym brak należytego wykształcenia humanistycznego.  Wyrażenia te, zarezerwowane dla ekonomii,  są w tym kontekście  niepoprawne językowo, . Wprawdzie pogoda ma wpływ na gospdarkę, ale podkreślanie zależności w ten sposób jest nieuzasadnione. Możemy w końcu dojść do tego, że zapowiadając pogodę będziemy mówili o koniunkturze wyżowej bądź niżowej, czy też graniu na zwyżkę bąź zniżkę temperatury.

Nowe maniactwo językowe

Po „w tym temacie” i „jakby” nadeszła moda na wstawianie w co drugim zdaniu w publicznych wypowiedziach wyrażenia „tak naprawdę”. Czynią to wszyscy od dziennikarskich celebrytów z TVN począwszy, po gimnazjalistów z Dąbrówki Leśnej. Czyżby tylko zdania opatrzone tą wstawką wyróżniają się atrybutem zgodności z rzeczywistością, a pozbawione tego błyskotliwego wyrażenia są takowego pozbawione. A może chodzi tylko  o to, że zdania z „tak naprawdę” mają być bardziej prawdziwe od pozostałych, mimo że poza tym niczym się od nich merytorycznie nie różnią.   Na przykład: Warszawa jest stolicą Polski, Warszawa tak naprawdę jest stolicą Polski.  Trudno o większą obrazę logicznego sposobu wyrażania myśli.